Dzień osiemnasty. Do boju… no właśnie kto?

Dzień osiemnasty. Do boju… no właśnie kto?

Dzisiejszy dzień rozpoczął się po 6 rano. Na śniadanie standardowo kaszka manna 🙂

W szkole nastroje wakacyjne, każdy się snuł po korytarzu tak, jakby go już w tym miejscu nie było 🙂

Po powrocie zabrałem się za sprzątanie samochodu. Już dawno nie był porządkowany, więc zadecydowałem, że nadeszła na niego pora. Ogólnie to jeszcze nie bardzo mogę prowadzić, ale można było go odświeżyć 🙂

Potem poszedłem do sklepu po picie i coś na obiad.

Po powrocie przekąsiłem coś drobnego i nadeszła pora, żeby odebrać syna ze szkoły.

Niby już wakacje a lekcje zadane jeszcze były. Nie mają litości w tej szkole 😛 Lekcje odrobione pora zjeść. Na obiad przygotowałem kotleciki devolay z nadzieniem czosnkowo-ziołowym. Było bardzo dobre 🙂

Standardowo w telewizji mecze. Czekaliśmy na najważniejszy nasz mecz 🙂 Wszyscy pełni wiary. Ja natomiast podchodziłem do tego na chłodno, że nie mamy szans. Więc drużyna do boju…. Hmm tylko kto ma tam walczyć? Nie widać chętnych. Proste błędy, brak pełnego zaangażowania. Sory, ale to, że przez ostatnie 5 minut meczu zerwali się, nie świadczy o nas dobrze. Przegraliśmy na własne życzenie, wiec standardowo NIC SIĘ NIE STAŁO… 😛 Z tym stylem gry nie wygramy nic na tych mistrzostwach….

Wieczorem urządziliśmy sobie wodną bitwę na pistolety 🙂 Fajnie było.

Teraz ostatni dzisiaj mecz i pora spać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *