Dzień pierwszy. Czy to już kogut czy jeszcze nie? :)

Dzień pierwszy. Czy to już kogut czy jeszcze nie? :)

Na początku troszkę wstępu:) Jak wspomniałem już całe życie starałem się pracować, i to pracować ciężko. Zawsze dawałem z siebie 100 %, ale jak to w życiu nikt tego nie docenił a wręcz przeciwnie. Aż już około miesiąca temu doznałem uszczerbku na zdrowiu. Do tej pory nie mogę wrócić do normalnego funkcjonowania idzie to powolnymi krokami. Pracowałem oczywiście na umowę zlecenie i gdzie bym pomyślał, że coś mi się stanie i to w pracy, więc nie wykupiłem tak zwanego chorobowego( tak mądry Polak po szkodzie) i jak nie pracuję to nie zarabiam. Moja żona do tej pory pracowała w domu jako programistka( dodam, że początkująca cały czas ucząca się, ale zdolna i chętna do działań w tym zawodzie). Niestety miała mało zleceń co za tym idzie mało pieniążków. Zapadła decyzja, że zamienimy się rolami ja zostanę w domu, zaopiekuję się synem a ona pójdzie do pracy stacjonarnej. I bum właśnie tak się stało, dostała pierwszą pracę w biurze(moje gratulacje, a ja dostałem nową pracę chyba najbardziej odpowiedzialną jak do tej pory (żeby nie było, że wcześniej nie poświęcałem czasu, ależ poświęcałem, ale mama zawsze była mamą i miałem mniejszy zakres czasowy)opieka nad kimś żywym, radosnym, zwariowanym, pełnym energii, jak również czasem grymaszącym i płaczącym) . Dodam jeszcze tylko, że żona będzie pracować około 70km od nas od poniedziałku do piątku i będzie na te dni poza domem, żebyśmy troszkę zaoszczędzili i żeby nie męczyła się codziennymi podróżami, więc przejmuje stery.

Czy to sen czy jawa? Hmm sądząc po dzisiejszym dniu czysta jawa 🙂 Godzina 6:20 zadzwonił budzik eeehh nic specjalnego kolejny dzień, ale zaraz zaraz jednak coś innego tak, tak pora przyszykować Maleństwo do szkoły. Od czego tu zacząć hmm kątem oka widziałem mojego krasnala zaspanego wlekącego się do dużego pokoju, żeby poczekać na śniadanie. Pytam co zjesz na co pada odpowiedź kaszkę( dla niewtajemniczonych chodzi o kaszkę manną). Eee myślę sobie spoko łatwizna ( level troszkę wyżej niż zagotować w czajniku wodę na kawę- tak dobrze rozumiecie do tej pory miałem tyle wspólnego z gotowaniem co zeszłoroczny śnieg z przyszłą wiosną). Szukam w głowie wskazówek zostawionych przez moją żonę i już mam pamiętam jakby stała obok i mówiła na dno garnka ciutkę wody potem dolej mleko tak na oko ja robię do ucha, potem podgotuj i wsyp 2 łyżki kaszki na końcu dodaj cukru lub miodu. Myślę sobie łatwizna. Jednak po wsypaniu i mieszaniu tej kaszki coś mi nie pasuję i już krzyczę w głowie „what the z tym jest nie tak” szybki rekonesans garnka czy to o tym rozmawialiśmy hmm tak to ten, mleko do ucha tak jest, dwie łyżki kaszki tak są, ale jest nie halo ratunku, wpadam na pomysł może dosypię jeszcze troszkę kaszki i tak uczyniłem. I co? I nic. Pierwsze śniadanie i pierwsza muka. Żeby nie było słodko to słyszę z pokoju „jestem głodny”, więc podejmuję decyzję jest jak jest zjeść coś musi, więc nalewam. Dosłownie wlewam jak zupę nie jak gęstą kaszkę, którą widziałem szykowaną przez moją żonę. No to troszkę rozbawiony idę z tą zupą mleczną do pokoju i oświadczam synowi, że ma to co chciał, ale w nowej wersji takiej lux jak do tej pory nie miał. Jego mina bezcenna i to spojrzenie, które mówiło chyba żartujesz będziesz miał to na głowie. Ale to nic zachowuję powagę i obiecuję mu, że następnym razem to już zrobię na własne oko i będzie dobre. Dzielny chłopak zjadł i nawet nie marudził za bardzo( mały sukces, ja na jego miejscu pewnie bym oszalał i nawet tego nie tknął). Po zjedzeniu chwytam telefon i dzwonię do mojej żonki i od razu się pytam co z tą kaszką jest nie halo i otrzymuję taką instrukcję jak rozpisałem wyżej, na co odpieram tak uczyniłem i wyszła padaczka z tego. Na co odparła widocznie za dużo jednak mleka dałem i być może jednak nie do ucha tylko mniej….aaaaaaaaa ratunku i jak tu słuchać instrukcji do jedzenia 🙂 Cóż teraz to następnym razem sam zadecyduję na swoje oko ( jak w tej piosence nie wierz nigdy kobiecie hihihi, jeju jak moja żona to przeczyta to mnie ukatrupi, pamiętaj kochanie taki żarcik 🙂 )  Dobra pora się ruszać bo na 8 do szkoły. Więc toaleta, ubieranka i wypad. I takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednego czyli : ja, syn i dziadek ( przyjechał na parę dni pomóc mi, żebym na starcie nie czuł się samotny, ale też nie umie gotować, więc temat pichcenia jak widać opanowany haha) blok ekipa wyrusza w teren.Mój kulinarny królik doświadczalny dostarczony do nauki, można wracać na bazę. A tam kolejna misja. Trzeba przyszykować coś na obiad. Wymyśliłem ugotuję rosół a na drugie danie widzę, że są paluszki rybne hmm spoko będzie zaliczone. Szybka nauka informacji o rosole i do dzieła. Do wielkiego gara wrzuciłem porcję rosołową z indyka, włoszczyznę, cebulę, 3 ziarnka ziela angielskiego, 2 listki laurowe, posypałem solą, zalałem wodą i ponad 3 godzinki gotowałem. Do tego pomyślałem sobie, że przyda się makaron, więc szukam po szafkach. Jest eureka znalazłem resztkę makaronu nitek. No i klops trzeba by dokupić, ale zaraz zaraz co ja widzę makaron spaghetti, więc niewiele myśląc złapałem go i połamałem na mniejsze kawałki ( amator podjął taką decyzję wow).

Po dłuższej walce z zupą zrobiłem sobie małą przerwę na rehabilitację, troszkę ćwiczeń nie zaszkodzi. Po gimnastyce zmęczony stwierdzam, teraz pora relaksu, więc odpalam chociaż na chwilę sprzęt telewizyjny i uruchamiam grę. Zbliża się godzina W czyli wyjście synka ze szkoły, więc wyruszamy po niego. Mały człowieczek na szczęście ma dobry humor. Po powrocie szybko pokonujemy zadane prace domowe i pora na chwilę prawdy trzeba podać rosół. Najpierw nalewam dla syna, żeby ostygł troszkę a potem dla mojego taty a na końcu dla siebie. Podaję do stołu i czekam na relację. Zaczynam jeść ostatni, żeby w razie czego ktoś był przytomny i ratował innych hehe 🙂 Ale słyszę tylko mhmmm jaki pyszny rosół, na co nie wierzę do końca i próbuję i rzeczywiście jak na mój pierwszy rosół wyszedł bardzo dobry (ah ta skromność 🙂 ). Podbudowany pyszniutkim rosołkiem idę robić teraz paluszki rybne (trochę za bardzo powiedziane robić raczej podgrzać, ale kto by się szczegółów czepiał). Po 20 minutach gotowe i pochłonięte przez nas.

Chwila relaksu dla mnie wnuczek gania do zabawy dziadka. Mam wytchnienie, ale nie na długo( syn lubi często zmieniać zabawy). Przyszła pora na mnie, więc samochody w dłoń i bawimy się. Po dłuższej chwili zmiana zabawy i uwaga tu polecam dla każdego tą zabawę, żeby się rozruszać( jak ja zamiast rehabilitacji)i fajnie bawić. Maluszek odpala swoją płytę z piosenkami a ja mam się ruszać lub tańczyć i w momencie kiedy on pauzuje to ja się nie mogę ruszyć a gdy odpala znowu to ruszam się dalej, w momencie skuchy zamiana miejscami. Bardzo fajna zabawa. Po wylaniu siódmych potów ze śmiechu postanowiłem jednak zrobić sobie jeszcze swoją rehabilitację(żeby szybciej stanąć na nogi) a mój potomek poszedł oglądać jakąś bajkę.

Po zakończonych ćwiczeniach daje szkrabowi brzoskwinie, ale nie tak o daje i już tylko kroję i obieram ze skórki, żeby przypadkiem nie przykleiła mu się gdzieś jak będzie jadł. Zbliża się wieczór, dzień wrażeń i przygód dobiega do końca. Umyłem synka, utuliłem do snu i teraz właśnie w większym skrócie przedstawiłem wam mój pierwszy samotny dzień. Dla mnie pełen wrażeń i nowych przeżyć. Ciekawi mnie co będzie jutro, co zrobić do jedzenia itd itp. Mam nadzieję, że chociaż troszkę spodobał się wam mój wpis, miałem ochotę się tym podzielić.

Do zobaczenia w następnym dniu przygód 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *