Dzień trzeci. Szczęśliwy kogut :)

Dzień trzeci. Szczęśliwy kogut :)

Dzień podobnie jak wczoraj zaczął się troszkę później. Na śniadanie dzisiaj synkowi zrobiłem kanapkę z pstrągiem łososiowym. Bardzo mu to smakowało 🙂

Po śniadaniu przyszła pora na telewizję i zabawę. Wnuczek pokonał dziadka w grę planszową wyścigi samochodowe. Czas powoli zbliżał się do wyjścia do szkoły, więc postanowiłem, że przed wyjściem mój maluszek jeszcze coś zje i wypadło na kaszkę manną. Podejście numer dwa wyszło troszkę lepiej niż za pierwszym razem, ale nadal troszkę za rzadkie wyszło. Na szczęście według małego speca wyszła bardzo dobra 🙂

Odprowadziłem syna do szkoły i ruszyłem po małe zakupy. Dzisiaj ważny dzień, ponieważ wraca do nas żona i postanowiłem, że na obiad będzie dzisiaj rybka ( to znaczy dla chłopaków, ponieważ żona jest weganką i dla niej będę szykował coś innego:) ). Hmm czuję awans kulinarny jak na kogoś kto nigdy się tym nie zajmował 🙂 Oby wyszło 🙂

Po powrocie do domu zabrałem się za małe porządki: odkurzanie, układanie, zmywanie podłóg. Po maratonie czystości zabrałem się  za szykowanie obiadu, a dokładnie leszcza. Najpierw posypałem rybkę przyprawami a potem oblałem sokiem z cytryny. Schowałem na jakieś 2 godziny do lodówki i potem kawałek po kawałku wrzucałem na patelnię. Do tego bułeczka i pomidorek. Mojemu tacie i mnie smakowało niesamowicie. Jestem dumny z siebie 🙂

Przyszła pora na najważniejszego testera mojego jedzenia czyli mojego syna, który wrócił ze szkoły. To do roboty rybka na patelnię, obieram świeżego ogórka( syn woli ogórki niż pomidory), szykuję bułeczkę. Podaje wszystko do stołu i czekam na werdykt, który brzmi pycha 🙂 Aż chce się gotować jak się widzi, że smakuje 🙂

Teraz nadeszła pora na wykonanie popisowego dzisiejszego dania dla żony 🙂 Mianowicie poszperałem troszkę w necie i natknąłem się na ciekawy przepis ( jak na amatora powinienem się do niego stosować, ale postanowiłem, że i tak zrobię troszkę po swojemu i na swoje oko:) ). Danie dla mojej żonki to pieczone bataty z dodatkami. Najpierw namęczyłem się, żeby obrać batata (potem dowiedziałem się, że nie trzeba obierać), następnie umordowałem się, żeby batata przeciąć na pół (używałem trzech różnych noży a czułem się jakbym ciął kamień), potem starałem się  wyżłobić z nich środek, żeby zrobić miejsce w nich na inne produkty. Ułożyłem bataty na papierze do pieczenia i polałem je oliwą. Następnie z puszki wysypałem cieciorkę, opłukałem ją i również ułożyłem na blaszcze i posypałem solą. Obie blachy wstawiłem do piekarnika, który ustawiony był na 200 stopni. Cieciorkę wyjąłem po około 15 minutach. Bataty doczekały się wyjścia po 30 minutach. Na talerzu ułożyłem liście szpinaku a na nich położyłem bataty. Również w wycięte miejsca w batatach położyłem szpinak, posmarowałem majonezem, na majonez posypałem cieciorkę a na to wszystko położyłem pomidora. Powiem szczerze bardzo mi się to spodobało 🙂 Dosłownie po 5 minutach wróciła żona 🙂 Cały podekscytowany byłem tym wszystkim i nie mogłem się doczekać kiedy spróbuje mojego dania. I jest próbuje i mówi, że jest bardzo dobre jupi kolejny sukces 🙂 Trzeci dzień gotowania w moim życiu a takie sukcesy 🙂 Może minąłem się z powołaniem??? Haha żartuję 😉 Cieszę się, że wszystkim smakuje co robię 🙂

Teraz spędzamy razem czas a ja powrócę do was w poniedziałek, gdy znowu zostaniemy sami 🙂 Trzymajcie się  🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *